Najnowszy Komentarz - W OKOPACH

Od dłuższego już czasu nie zmienialiśmy składu naszego portfela UFK i nadal posiadamy 100% aktywów w bezpiecznych funduszach pieniężnych UFK. W ostatnim czasie powodów,... Czytaj całość

Włodzimierz Liszewski prezes zarządu
13 Luty 2018
KOREKTA, CZY POCZĄTEK KOŃCA?

Ostatni tydzień był dla nas najgorszy od początku marca 2014 roku. Wówczas na koniec lutego mieliśmy 45 procent zaangażowania w fundusze akcyjne, a rynek wyglądał umiarkowanie optymistycznie, po kilkutygodniowej mozolnej wspinaczce. Niestety w sobotę pierwszego marca 2014 roku, chwilę po zakończeniu igrzysk olimpijskich w Soczi, nastąpiła aneksja Krymu. Już w poniedziałek nastąpiło poważne tąpnięcie, a dwa kolejne tygodnie przyniosły przecenę naszego indeksu o -3,3% w pierwszym z nich i o -3,8% w kolejnym. Oczywiście już pierwszego dnia sprzedaliśmy fundusze. Niestety strata była odczuwalna i rzeczywiście bolała. Jednak wówczas nie byliśmy w stanie przewidzieć wydarzeń, które miały miejsce i odpowiednio wcześniej na nie zareagować.

Dziś po prawie dokładnie czterech latach samopoczucie mamy równie kiepskie. Zanotowana strata na portfelu może nie należy do tych z gatunku „nie do odrobienia”, ale jednak boli i to nie tylko nas, ale przede wszystkim naszych klientów, a przez to nas w szczególności. Od kilku dni analizujemy rynek ze szczególną atencją, zastanawiając się, gdzie popełniliśmy błąd i czy dało go się uniknąć. Należy jednak  zawsze pamiętać, że nie bierzemy udziału w biegu sprinterskim, ale raczej w maratonie, a w takim razie z przejściowymi kryzysami trzeba się liczyć i je wkalkulowywać na dłuższym dystansie. Ważnym jest, aby odrzucić chwilowe złe emocje i spokojnie przeanalizować to co się ostatnio wydarzyło, ale jeszcze ważniejszym jak rozsądnie i w przemyślany sposób odbudować wartość portfela i nadszarpnięte zaufanie klientów, szczególnie tych, którzy są z nami od niedawna. Jak to mówi jeden z moich znajomych inwestorów giełdowych „giełdy przecież nie zamykają”.

Tak jak pisaliśmy we wcześniejszych komentarzach pewne symptomy wzrostu ryzyka inwestycyjnego dostrzegaliśmy już wcześniej i z dzisiejszej perspektywy oczywiście można żałować, że nie byliśmy do końca konsekwentni w utrzymaniu bezpiecznej pozycji. Jednak kolejne następujące po sobie rekordy na giełdzie amerykańskiej, ewidentne sygnały kupna na polskim rynku oraz budowanie przyczółku do wybicia na rynku surowcowym, ostatecznie skłoniły nas do wejścia (11 stycznia) w UFK akcyjne i UFK surowcowe. Obraz rynku nie odbiegał od podobnych sytuacji w poprzednich okresach i rzeczywiście po naszych zakupach nastąpiły zwyżki. Jak zawsze po otwarciu pozycji wyznaczyliśmy tzw. „linie obrony”, po przekroczeniu których mieliśmy się ewakuować. Niestety w odróżnieniu od sytuacji z ostatnich kilkunastu miesięcy, obecny spadek na giełdzie w Stanach był najbardziej dynamicznym ze wszystkich i w ślad za tym podobnie zareagowały pozostałe rynki. Zła wiadomość jest taka, że w czasie gdy te spadki nastąpiły mieliśmy fundusze akcyjne w portfelu, „dobra”, że byliśmy zaangażowani „jedynie” w 40 procentach.

Wracając do bieżącej sytuacji na rynkach. Mamy obecnie do czynienia z rzadko spotykaną sytuacją. Ostatnie dwa tygodnie to dotkliwe spadki w praktycznie każdej klasie aktywów, mianowicie: najważniejszy indeks, czyli S&P500 spadł od swojego lokalnego szczytu do piątkowego dołka aż o  -11,9%, niemiecki DAX: -11,8%, indeks emerging markets: -13,5%,  indeks surowcowy CRB: -6,9%, WIG20: -10,4%, WIG: -9,1%, mWIG40: -7,8% i wreszcie 30-letnie obligacje amerykańskie również znajdują się w dotkliwej tendencji spadkowej (załącznik nr1).

Oznacza to, że pogorszenie sentymentu wydarzyło się po prostu wszędzie. Tak więc na tle powyższych spadków, spadek naszego portfela nie wygląda, aż tak źle, choć zdecydowanie boli: od -2,4% do -3,1%, w zależności od rodzaju produktu, licząc od lokalnej górki do dołka z ostatnich, wspomnianych dwóch tygodniach. Ewentualne kolejne spadki już nas nie dotyczą.

Mamy więc do czynienia z typową paniką na rynkach (nieważne co , trzeba sprzedawać i uciekać), która z jednej strony może oznaczać jedynie swoiste rynkowe „katharsis”, po którym wrócimy do poprzednich tendencji, ale może też oznaczać jakościową zmianę na giełdach, po której przepływy kapitału obiorą nowe kierunki.

Rynek nie znosi próżni. Z dzisiejszej perspektywy nie widać jeszcze, która klasa aktywów wróci do łask inwestorów, ale to nastąpi, bo wcześniej, czy później kapitał obierze nowy kierunek. Być może musi upłynąć trochę czasu, aby rynkowy kurz odpowiednio opadł po ostatnim tąpnięciu i by analitycy w największych firmach inwestycyjnych na nowo przekonali do swoich pomysłów.

Dziś mamy do czynienia z nerwowym poszukiwaniem kierunków. Jeżeli ostatecznie włączony zostanie przycisk „risk off”, będzie to oznaczało zmianę tendencji długoterminowej i wykreowanie nowych liderów, jeżeli chodzi o preferowane klasy aktywów. Taka zmiana to proces i z reguły nie zachodzi na kilku sesjach. Pocieszające jest to, że jeżeli ostatecznie do tego dojdzie, będzie to oznaczało początek nowych tendencji, a wówczas dużo łatwiej przy naszej metodologii, będziemy mogli odpowiednio dopasować skład  portfela, co w efekcie (wierzymy w to głęboko) pozwoli nam na szybkie wyjście na nowe rekordy w wartości naszego (klientów) portfela. Nie możemy jednak zbytnio się spieszyć, aby nie popełnić falstartu i zaczekać do wyklarowania się bardziej dogodnych okazji rynkowych.

Jeżeli jednak, to co wydarzyło się w ostatnich dwóch tygodniach okaże się jedynie dotkliwą korektą, będzie trochę trudniej, bo w krótkim odstępie czasu rynek tak szybko nie zapomina, a to będzie oznaczało dużą nerwowość.

O przyczynach ostatnich zdarzeń postaramy się napisać w kolejnym komentarzu, aby dziś Państwa zbytnio nie zanudzić, ale o jednej kwestii muszę wspomnieć, bo właśnie dzisiaj rozmawiałem z jednym z moich znajomych inwestorów, który inwestuje głównie na amerykańskim S&P500 (załącznik nr2). Zwrócił mi uwagę, że w ostatnich miesiącach zbudowano wiele modeli inwestycyjnych opartych na rekordowo niskiej zmienności indeksu S&P500. Rzeczywiście już od bardzo długiego czasu mieliśmy tam do czynienia z powolną wspinaczką giełdy, przy bardzo małych i rzadko występujących korektach. Założenia tych modeli bazowały na utrzymaniu się takiego obrazu rynku jeszcze przez dłuższy czas, a inwestorzy zaangażowani kapitałowo spali dość długo spokojnie. Niestety, tak to już jest, ze kiedy spokój jest powszechny, następuje gwałtowne wybudzenie. Modele te zarabiały spokojnie przez dość długi okres, ale w ciągu zaledwie dwóch tygodni skasowały zdecydowaną większość zysków, do tego stopnia, że inwestorzy, aby utrzymać pozycję byli zmuszeni do pozbywania się innych pozycji na innych rynkach, a to też było jedną z przyczyn tak gremialnego odwrotu nie tylko na rynkach akcji.

"Do przerwy 0:1"

Do każdej transakcji trzeba się jak najlepiej przygotować i zaplanować strategię na każdy “mecz”.
Ostateczny wynik i tak poznamy po końcowym gwizdku, bo w czasie meczu (roku) wszystko może się zdarzyć.