Najnowszy Komentarz - 27. URODZINY

Dokładnie dzisiaj mija 27 lat od pierwszej sesji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, w której to mieliśmy okazję uczestniczyć osobiście. W poprzednim tygodniu... Czytaj całość

Włodzimierz Liszewski prezes zarządu
04 Grudzień 2017
GÓRA, CZY DÓŁ?

Mamy za sobą niezły tydzień, spadek na giełdzie był dotkliwy, ale nie dotyczył naszego portfela.

WIG20 spadł o -3,6% i na ostatniej sesji (1 grudnia) wygenerował techniczny sygnał sprzedaży (załącznik nr1). Nastąpiło zdecydowane wyjście dołem z kanału wzrostowego wyznaczonego od maja, a ponadto zamknięcie piątkowej sesji wypadło poniżej istotnego wsparcia na poziomie 2400 punktów. Równie słabo wygląda sytuacja na wykresie tygodniowym (załącznik nr2), gdzie po raz pierwszy od roku przebita została pozioma linia wsparcia na wskaźniku RSI, co tylko potwierdza jakościową zmianę sytuacji. Dotychczas WIG20 w odróżnieniu od indeksów małych i średnich spółek pozostawał ostoją optymizmu na przyszłość, ale okazało się, że to raczej WIG20 poszedł w ślady jego mniejszych braci. Niestety całokształt polskiego parkietu reprezentowany przez indeks cenowy (załącznik nr3) właściwie już od 9 miesięcy prezentuje się, delikatnie rzecz ujmując, słabo. Od marca do dziś indeks ten spadł już o -19,2%!

Co dziwniejsze, w potocznej opinii uważa się, że rok 2017 to rok hossy. Jeżeli tak, to najbardziej dziwna hossa z dotychczasowych. Można było o niej mówić jedynie w odniesieniu do WIGu20, ale po ostatnim tygodniu, być może należałoby zmienić zdanie?

Jak Państwo wiecie, już ponad miesiąc nasz portfel jest zaparkowany w funduszach pieniężnych. Z dzisiejszej perspektywy ta decyzja wydaje się raczej trafna. Od 31 października (2524,9) do 1 grudnia (2389,92) najlepszy w tym roku indeks polskiego rynku spadł już o-5,4%. Parkując kapitał w funduszach pieniężnych nie ma co liczyć na zyski, ale jakby na to nie patrzeć, w ostatnim miesiącu raczej trudno było mówić o możliwościach zarabiania. Czasami decyzja o przeczekaniu jest najtrudniejszą decyzją, bo dusza spekulanta cierpi, ale jak się nie da wygrać, to trzeba próbować zremisować i przynajmniej to w ostatnich tygodniach udało się osiągnąć. O funduszach z rynków zagranicznych już pisaliśmy. Relatywnie mocny złoty neutralizował ewentualne wzrosty na funduszach wyrażonych w innych walutach.

Jak zwykle rodzi się pytanie co dalej? Poniżej pokusiliśmy się na wskazanie plusów i minusów bieżącej sytuacji, które powinny kreować kierunek zmian na giełdach.

* O technicznych aspektach giełdowej koniunktury napisałem powyżej. Na dziś raczej należy liczyć się z kontynuacją spadków.(-)

* Koniec roku to statystycznie dobry czas na giełdach. Zarządzający dbają z reguły o dobre wyceny, by móc pochwalić się dobrym podsumowaniem roku i zapracować na bonusy (+)

* Opinie ekspertów: Zarządzający funduszami, dyrektorzy inwestycyjni, stratedzy nie zmienili swojego nastawienia (poniżej kilka przykładowych opinii):

– „ani dane makroekonomiczne, ani wyceny aktywów nie wskazują na koniec wzrostów na rynkach”

– „dobrze powinny radzić sobie rynki wschodzące (niska zmienność zachęca do akceptowania ryzyka)”

– „negatywny wpływ dostrzegają we wzroście napięcia politycznego w Hiszpanii i w Niemczech”

– „dane napływające z większości gospodarek Europy cały czas świadczą o trwającym ożywieniu koniunktury, co powinno wspierać rynki.”

Czy wypowiedzi ekspertów powinno się czytać wprost, czy raczej wspak? Trudno jednoznacznie wyrokować, ale jeżeli ma być tak dobrze, to dlaczego jest tak źle, przynajmniej na naszym rynku.

* Według sondażu Uniwersytetu w Michigan, odsetek Amerykanów spodziewających się hossy w kolejnych 12 miesiącach osiągnął rekordowy poziom (63,4%). To z pewnością należy czytać wspak (-)

* Na koniec listopada czas jaki upłynął od oficjalnego końca ostatniej recesji w USA wydłużył się do 101 miesięcy. W powojennej historii dłuższe serie bez recesji odnotowano jedynie dwukrotnie – w latach 90. (119 miesięcy) oraz 60. (105 miesięcy). Ciekawie koresponduje z tym faktem najnowszy odczyt zaufania amerykańskich konsumentów, który wspiął się do 129,5 punktów, co jest poziomem najwyższym od siedemnastu lat. W całej dotychczasowej historii barometr był tak wysoko jedynie właśnie pod koniec lat 90., a wcześniej w latach 60. W obu przypadkach po osiągnięciu tych poziomów, na przestrzeni dwóch lat indeks zaliczył spadek o co najmniej -20% względem punktu wyjścia (-)

* Podobnie wygląda sytuacja w przypadku innego barometru koniunktury giełdowej. Otóż analitycy banku Goldman Sachs wyznaczają „wskaźnik ryzyka bessy” (BMRI), biorąc pod uwagę kilka istotnych elementów. Dzisiejsze notowania tego wskaźnika są najwyższe od lat 2006-2007 i wynoszą 69%. Takie poziomy BMRI były ostrzeżeniem przed bessą. Jednak mimo to, analitycy GS sugerują ignorowanie tych odczytów i prognozują kontynuację hossy przez kolejne trzy lata!!! (-)

Biorąc powyższe pod uwagę, nie ukrywamy, że na dziś bliżej nam do szukaniu dogodnego momentu na grę na spadek rynku, niż do szukania pozycji na wzrosty, chociaż na giełdzie nie można niczego wykluczyć. Jednak z doświadczenia wiemy, że do faktycznej zmiany długoterminowej tendencji dochodzi zwykle później, niż się wydaje. Czym innym jest przebywanie w poczekalni, a czym innym zdecydowane opowiedzenie się po „krótkiej stronie rynku”. Jeszcze nie wszystkie składowe analizy zostały spełnione, aby zagrać na długoterminowy trend spadkowy, a tylko w takiej sytuacji otwieranie pozycji w funduszach grających na spadek może przynieść zyski w średnim lub w dłuższym horyzoncie.

"Do przerwy 0:1"

Do każdej transakcji trzeba się jak najlepiej przygotować i zaplanować strategię na każdy “mecz”.
Ostateczny wynik i tak poznamy po końcowym gwizdku, bo w czasie meczu (roku) wszystko może się zdarzyć.